sobota, 17 czerwca 2017

Lotdyń i marzenia duszy mej ;)

Natura obdarzyła  ludzi czterema kończynami, dwie z nich, te dolne wykorzystujemy do dreptania po ziemi. Jeśli zadamy sobie trud i wykorzystując kończyny nauczymy się pływać, możemy wtedy także poruszać się w wodzie.  Na samodzielne poruszanie się w powietrzu natura jednak nie dała nam szans.
Od zarania więc co poniektóre ludziska zadzierali głowy do góry, zazdroszcząc wszystkim fruwaczom a szczególnie ptakom i kombinowali, jak to zrobić, aby wzbić się w powietrze. Główkowało pewnie wielu, ale tylko nieliczni, Ci najodważniejsi, wypróbowywali swoje latające wynalazki, jednak przez bardzo, bardzo długi czas, bez powodzenia.
Jednakowoż ludziska oprócz powłoki cielesnej mają także  duchowe wnętrze, niektórzy więc zamiast zmuszać swoje cielsko do unoszenia się w powietrzu  nauczyli latać swoje dusze. Współczesne wynalazki, pozwalają człekom na poruszanie się w przestworzach, ale za to ich dusze chyba coraz rzadziej latają.

Jeśli zaś chodzi o mnie to jakoś nigdy nie zazdrościłam ptakom podniebnego szybowania, ale za to moje wewnętrzne jestestwo wiało od rzeczywistości kiedy tylko się dało ;) Concordem  to moja duszyczka nie jest, ino taką sobie lotnią, ale to wystarczy aby wymykać się upierdliwej rzeczywistości ;)
Z tych moich duchowych podfruwajek wynikły między innymi dyniaki.
Dlaczego dzisiaj te moje refleksje o lataniu? No bo najnowszy mój dyniak to Lotdyń.
Zrobiłam sobie takiego lotnego dyniaka, może dzięki niemu, moja dusza zacznie osiągać wyższe pułapy ;)



Zabrałam go w pewne miejsce, aby pokazać mu o jaką wysokość i szybkość mi miej więcej chodzi ;)




-Kochanieńki Lotdyniu popatrz ino na ten samolot, to taka wysokość akuratna dla mojej duszy! Wszak na pewno jej/mi pomożesz w doścignięciu tych aspiracji ;)

-Ło!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Chyba sobie żartujesz!!!!!!!!!!!!!!!!!

-Ja? Ja? Mam tą przyciężkawą twoją duszę wynieść aż na taką wysokość!!!!

-Noż, ale jej się zachciewa!
-Ach czemu to padło akurat na mnie?
Fajna wysokość, hmm ale do słońca jeszcze daleko...
No wystarczy, zbytnia bliskość słońca mogła by poparzyć moją duszyczkę ;)
-Czemu na Ciebie? Stworzyłam Cię przecież Lotdyniem, dasz radę!!!

-Nie chce, nie mogę, nie potrafię!!!
Lotdyniu, Lotdyniu nie wymiękaj!!!

Nie wymiękaj, nie wymiękaj, nie wym... łatwo powiedzieć!!!

A może to Twoje jestestwo samo dało by radę?
-No co ty, zadałam sobie trud, aby Cię zrobić, pora na rewanż!!!

-A fe, bezinteresowna to Ty Mary cha cha nie jesteś...
-A fe, a fe, zaraz a fe, takie to nasze ziemskie życie jest...

-A ja się nie zgadzam się z taką rzeczywistością, nie i już!
-Hmm, no, nooo...głupio mi...
-No a tak z sympatii nie mógłbyś mi pomóc?

- Pomóc powiadasz...

-Wiesz Marycha, fajnie tam u góry :) Ale i straszno!
-Tak masz racje, fajnie i straszno! To może damy sobie spokój?

-E no co Ty Maryś, spróbować zawsze warto :)

-Chociaż strrrrrasznoooooo!

-Spróbuje, niech tam, spróbuje!
-Leć za tymi ptakami!!!

-Za ptakami, aha to tam!

-Ptaki poleciały, a ja?

-To latanie proste nie jest...

-Jak zacząć, jak zacząć...


-Odbij się! Odbij!!!!!!!!!!!!!!!

-No zaraz, zaraz się odijęęęęęęęęęęęęęęęęęęę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Łooooooooooooooooooooooooooo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


-Chyciłam Cię Lotdyniu za ogon i lecę razem z tobąąąąąąąąąąąąąąąąąąą!!!!

-Czuję aż nadto...
-Kurna zaraz wyrwie mi ogon...
-No i jesteśmy z powrotem ;(

-Uf, jesteśmy hehehehehe
-Nie sztuka polecieć, jeszcze trzeba umieć umiejętnie wylądować ;)
-Hmm zbyt wysoko Lotdyniu, to żeśmy nie wzlecieli...

-Ech Marycha, wszak latać ze mną miała tylko twoja dusza! ;(
-No poniosło mnie Loteńku kochanieńki, poniosło ;)

- Wiesz Mary cha cha mimo wszystko fajnie było...
-No to będziemy próbować jeszcze Lotdyniu, jeszcze i jeszcze...

Hehehehehe jak widzicie dajemy radę z Lotdyniem ;)