czwartek, 2 września 2021

Patrzałki Okularniki patrzą przez okno i ja także ;)

Mig mig mig mignęły wakacje i już ich nie ma, ino patrzeć a odejdzie od nas i lato. A właściwie to sierpień był taki bardziej jesienny niż letni, oby wrzesień okazał się jednak letni ;)

Naszło mnie wakacyjnie coby podziałać okularnikowo, dawno już żadnego nie zrobiłam ;)
 

 
Stali bywalcy mego bloga, ci co zaglądają tutaj od kilku lat znają historię okularników-sówek.
Ci co tej historii nie znają, oraz ci którzy chcą sobie ją przypomnieć, niech zajrzą do posta :)
 
Spośród zapasu agatowych plastrów wydobyłam taki oto agat niebieski. 
To nie jest naturalny kolor tych kamieni, ale sztucznie barwiony, dlatego to silne słoneczne promienie po pewnym czasie odbarwiają go .

 
Aby powstał okularnik, oprócz agatowego plastra potrzebne są także okulary. Zaczęłam więc szperać pośród podarowanych mi okularów i znalazłam niebieskie!
 

 Okularnika posadziłam na okularowych zausznikach, które udają gałązki ;)

Oraz otoczyłam niebieskim drutem, aby wzbogacić kompozycję, dołożyłam także kilka niebieskich szkiełek, aby było pikniej ;)

Moje okularniki to patrzałki bo...patrzą przez okno ;)

Znaczy się, wieszam je na szybach okiennych aby światło pokazywało czar agatowego plastra.

Intensywność światła zmienia kolor kamienia.


Agatowe plastry są w różnym stopniu przeźroczyste, jak widać na zdjęciach niebieski kamień jest mniej przezroczysty niż ten bursztynowo-kremowy.

Im bardziej przezroczysty agat, tym ciekawiej zmienia się jego wygląd na szybie okiennej.

Dlatego to gdy kupuję agatowe plastry zawsze oceniam je patrząc na nie pod światło.

Drugi patrzałek okularnik sowie szlary ma zrobione z metalowych okularów

 
W metalowych okularach wyginam "noski" i tak powstają patrzałkowe oczka.

Tego okularnika także posadziłam na okularowych zausznikach.

A z miedzianego drutu stworzyłam cuś na kształt ramki i przyozdobiłam wiekowymi guzikami.

Za stojak do powieszenia okularników posłużyłam mi forma szklana w kształcie skrzypiec, a może to wiolonczela :)


 Ja tego lata tak jak i moje patrzałki często patrzałam przez okno...

Prowokowały mnie do tego krążące nad osiedlem jerzyki.

Kiedyś krążyły jaskółki, które gniazdowały w zapuszczonych kamienicach. Kamienice remontowano, zakładano domofony, uniemożliwiło to jaskółkom dostęp do nich.

W zamian zamontowano na kamienicy nieopodal mnie budki dla jerzyków.

Dlatego to mogę obserwować ich wizgające loty bez wymachiwania rękami, aby odgonić komary ;)

Ptasie te przecinki kręcą się po niebie, zataczając kręgi jak na karuzeli :)

Ja tak w ogóle to lubię patrzeć w niebo, szczególnie gdy na nim chmurki, albo też i chmurzyska!


 Chmury i na dokładkę słoneczne promienie to genialni twórcy,

niedoścignieni koloryści

 i kreatorzy różnorodnych klimatów.

Teatr grozy...

Co to będzie?
 

Co to będzie?

Co to bę...

 
 
 
 
 
 
 
To teraz dla odmiany weselnie.
Welon dla słońca :)
 

 Wrocławski drapacz chmur, wydrapał sobie trochę błękitu ;)


 Tu jakby na słodko, bita śmietana czy cuś? ;)

Ufff gorąco, wszak lato.

To samo miejsce, a na niebie ciągle inaczej.

To takie jakby namiastki podróży...

Podróży dla takich którzy nie mogą wyjść z domu albo dla...leniwych ;)

Hmmm tak to podróżowałam sobie wzrokiem po wakacyjnym niebie :)

 

 

 

 

 Dzięki jerzykom bezchmurne niebo także nie było nudne.



Komarożercy szybują bardzo wysoko, 

  
także i niżej,

 i całkiem nisko.








W mieście na niebie muszą być także gołębie., a może to wrony, bo ich także pełno w mieście ;)



A to! Mało wyraźna, ale na pewno czapla to jest! Bo Wrocław to miasto czapli i przelatują sobie one nad moją kamienicą :)

Księżyc także jest atrakcją w tej podniebnej ocznej podróży. I jest on na tej fotografii poniżej.

Oto on


Jerzyki i księżyc, fajowsko :)


Jutrzenka i księżyc.








Pięknego września wszystkim życzę! :)