Wiosennego słońca w szczególności.
A to dlatego że luty uporczywie wielce zasłaniał nam słońce chmurzyskami.
Taką ze zwisającymi klapkami na uszy co to je można było wywinąć ku górze i i taką klapką niby daszkiem tkwiącą na czole.
Ze 20 lat temu taką czapkę uszankę kupiłam sobie.
I jak ten luty zaczął częstować mrokami, a przy tym mroził też solidnie, to tak jakby instynktownie sięgnęłam po czapę z postanowieniem że zrobię z niej dziwadło.
Już nieraz wspominałam że przy takim moim szmatowym recyklingu głównym moim założeniem jest, że przekształcam całość, bez odcinania!
Ci którzy mnie dobrze znają wiedzą że używanie puderniczki było i jest zupełnie obce mojej naturze ;)
Która nie wiem ile lat ma, podejrzewam że do tych 50 które przeleżała u mnie, trzeba by dorzucić jakieś 40.
Właściwie to od momentu w którym ją dostałam usiłowałam znaleźć dla niej jakiś dekoracyjny sposób, no żeby na widoku stroiła mi moje otoczenie.
Jak widać na zdjęciach wisior sobie z puderniczki zrobiłam ;)
I osadziłam w tym drucie w taki sposób, że nie naruszyłam historycznego cacuszka.
I tera dynda sobie ta PUDERNICZKA w pobliżu okna i cieszy oczy me hehehe.

Lubię fotografować pod słońce, jest w takich zdjęciach magia!

Kwitnący dereń rozzłocił się aż tak, że zachwycił sobą biedroneczkę siedmiokropkę :)
A to złote niżej to ktoś wie co to?
Luty sobie poszedł i zjawiło się słońce!!!
Aże z tej radości to okno w pokoju mym umyłam hehehe
I teraz
"Słońce w mym oknie śmieje się porannie,
"Słońce w mym oknie śmieje się porannie,
Ogrzewa szybę, która zmarzła nocą,
I swe uśmiechy, wszystkim śle starannie..."
A w oknie, w tym marcowym słońcu, choć jeszcze oficjalnie nie wiosennym,


a był kiedyś...
A w oknie, w tym marcowym słońcu, choć jeszcze oficjalnie nie wiosennym,

tkwi dziwoląg w którym zrolowałam zimę ;)
Dla marcowego słońca, do tego czystego okna, a także z okazji kobiecego święta, bracia kupili mi kwitnące roślinki
i tera
dziwoląg, który kiedyś, co prawda w innej postaci, służył zimie
w marcowym słońcu zachwyca się kwitnieniem .

Dziwoląg wyszedł mi podobny tak jakby trochę do hmmmmm chomika?
CZAPKĄ
USZANKĄ
Taką ze zwisającymi klapkami na uszy co to je można było wywinąć ku górze i i taką klapką niby daszkiem tkwiącą na czole.
I nawet w tej uszance chodziłam krzynkę, ale od lat to czapisko leżakowało sobie w zakamarku.
Gdzieś tak w listopadzie naszło mnie że może by ją przerobić na cuś fikuśnego nagłownego dla chłopaków bratanicy. Nic jednak niebanalnego w tem temacie nie przyszło mi do głowy i czapisko w dalszym ciągu leżało, ino teraz na kącikowym krześle i od czasu do czasu właziło w oczy.
Jedną formę która była użytkowa przekształcam w inną, fantazyjną.
No cóż muszę się przyznać że z uszanką tom letko nie było hehehe
Na początku nie miałam właściwie żadnego pomysłu,
jednakoż pomimo to wzięłam igłę i nici i zszyłam czapsko.
I wtedy pojawił się zarys pomysłu.
Czasza czapki to tułów dziwoląga, naczolna klapka to łepek, nauszne klapki to będą łapki...
Szyłam więc,
ciepałam w kąt,
a potem ponownie brałam się do szycia ;)
i znowu ciepałam
i znowu szyłam.
Na nogi,
czapki zabrakło,
po burzy myślowej,
na dolne odnóża wybrałam
grube rękawiczki.
I tak to powstawał,
aż w końcu powstał
CZAP UCHY!
Który do jakiegoś zwierzątka podobny jest!
I o dziwo nawet samodzielnie stoi!
Wierzcie abo i nie wierzcie olbrzymią frajdę mi sprawiają takie przetwarzanki.
Cieszy mnie niezmiernie że daję radę stworzyć cuś z czegoś co jest zupełnie inne, tylko przy pomocy igły i nici.
Co prawda dokładając conieco ;)
Czapka na pomysł i realizację czekała kilka miesięcy.
PUDERNICZKA
zaś,
na pomysł czekała
lat...
50
Skąd więc u mnie ta puderniczka?
Gdy chodziłam do szkoły średniej podróżowałam z nią dość często na podmiejskiej trasie Wrocław-Wołów, jechało z nami jeszcze kilka znajomych osób. Koleżanka zauważyła leżącą na podłodze przedziału puderniczkę, podniosła, popatrzyła na nią, podała ją mnie i powiedziała:
Trzymaj, ty lubisz takie starocie.
Miała rację już jako nastolatka lubiłam ładne stare przedmioty.
I tak to stałam się posiadaczką przedmiotu który od strony praktycznej był dla mnie zupełnie bezużyteczny, ale za to niezmiernie mi się podobał!
Właściwie to od momentu w którym ją dostałam usiłowałam znaleźć dla niej jakiś dekoracyjny sposób, no żeby na widoku stroiła mi moje otoczenie.
Cuś wymyślałam, jednak nie zadowalało mnie to.
I nagle z ten lutowy ciemny czas mnie olśniło hehehe
Dopełniłam ją mosiężnym drutem.
I tera dynda sobie ta PUDERNICZKA w pobliżu okna i cieszy oczy me hehehe.
Wiosna kalendarzowa tuż tuż.
Pomimo dość mroźnej zimy roślinki ożywać już zaczynają, jest ich jednak mniej w porównaniu do lat ubiegłych.
Jednakoż zaczyna już być "Radośnie ku wiośnie",
a by było jeszcze radośniej to przejrzałam swe opasłe fotograficzne
ARCHIWA
i wyciągnęłam z nich trocha takich fajniejszych zdjęć
i zamieszczam je dla Was :)

Lubię fotografować pod słońce, jest w takich zdjęciach magia!

Przebiśniegi, takie małe niby nic,
a ich widok tak cieszy!
na moim podwórku już przekwitły.
Obłoczki dwa,
na niebie i na ziemi
Gromadnie mości panowie krokusy!
W tym wasza moc i urok!
Te krokusiki kwitną dla wieszcza!
Fijołeczki moje ulubione wiosenne kwiateczki!
Może dlatego moje ulubione że:
"Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną na grządkach mych myśli sadzone za młodu"
Kwitną w mej głowie i Wierzyńskiego głowie także, bo to z jego wiersza zaczerpnęłam ten cytat :)
No i fiołki kwitną już także na moim podwórku!
Najmilsze kotki, wiosenne, takie bez łapek i miaukania ;)
I kotki które dorosły i rozzłociły się.
Kwitnący dereń rozzłocił się aż tak, że zachwycił sobą biedroneczkę siedmiokropkę :)





















































