Po czym? Ano po XIII Dolnośląskim Festiwalu Dyni we Wrocławskim Ogrodzie Botanicznym.
Pewnie większość moich czytelników wie, że byłam tam ze swoimi dyniowymi dziwadłami ;)
Powoli spływa ze mnie zmęczenie i emocje zaczynają się wyciszać, a nagromadziło się tego, że ho ho!
Jak było?
Przez ostatnie kilka tygodni przed imprezą, pod górkę...ale zacznę od początku.
Początek zaczął się na drugi dzień po mojej ubiegłorocznej festiwalowej przygodzie. Naładowana emocjami i serdecznie zapraszana przez organizatora festiwalu, nabrałam ochoty na powtórkę z tej rozrywki. Doszłam do wniosku, że w drugim podejściu, przydało by mi się coś, co będzie chodziło ze mną po ogrodzie, po to aby przyciągać uwagę do moich dyniaków. Dlatego wymyśliłam Mójdynia :)))
Skoro zdecydowałam, że będzie dalszy ciąg festiwalowych wystąpień, powoli krok po kroczku tworzyłam nowe dyniaki, zwiększyłam tempo na wiosnę, latem jeszcze przyspieszyłam. Przez rok zebrała się spora gromadka nowych dyniowych stworów. Miedzy innymi, przy udziale mojej blogowej koleżanki Gardeni, powstał także, ambasador moich dyniowych stworów, Mójdyń.
We wrześniu, przyszło mi do głowy, aby do smakować ekspozycję i u innej blogowej koleżanki ARTeńki zamówiłam jesienno-zimowy serwetnik, który miał mi służyć jako wizytownik.
Termin dyniowego święta, był już bardzo blisko, a ja byłam zwarta i gotowa, nawet " mała dziewczynka we mnie" milczała ;)
Na kilka tygodni przed godziną zerową, zjawiła się ONA!!! Znaczy się górka ;)
Bratanek, ten od transportu, skręcił nogę...
Zgłosiłam swój udział w festiwalu. Dostałam potwierdzenie-zaproszenie, którego ton mnie zmroził, był całkiem inny w swojej wymowie niż ten ubiegłoroczny.
Po pięknym słonecznym wrześniu, nastąpił upierdliwy pogodowo październik, im bliżej terminu uroczystości, tym więcej deszczu.
Następny telefoniczny kontakt z organizatorami festiwalu był jeszcze mniej przyjemny niż ton zaproszenia, a tak serdecznie mnie zapraszali w tamtym roku hmmm...
Wycofać się przed samym finałem? Czekają przecież dyniaki, Mójdyń, piękny serwetnik wykonany przez Arte i ja też czekam...
Żeby górka jednak nie okazała się zbyt płaska, to kilkanaście godzin przed festiwalem, w sobotę, w zakładce o dyniakach na moim blogu, pojawił się komentarz, krytyczny, z domieszką złośliwości. Porównanie do kiczowatych łabądków zabolało, ale przecież każdy ma prawo do swojego zdania, tylko po co ten przekąsssssss i to na dodatek w takim czasie...
Ten komentarz bardzo mi...pomógł, bo obudził, ostatnio trochę przysypiający, mój dystans do świata i do siebie i doszło do głosu moje specyficzne poczucia humoru. Zamiast dopuścić do siebie niepokój związany z tym co już niedługo miało się zacząć dziać, ja zajęłam się rozładowywaniem emocji związanych z tym nieszczęsnym komentarzem...;)
No i poleciałam na fali całorocznego przygotowania i wsparcia mojej kochanej bratanicy, która na pytanie: jedziemy? stwierdziła, że przecież nie ma innej opcji :)))
Wyzerowałam się wewnętrznie i otworzyłam na to, że cokolwiek będzie się działo ja i tak postaram się znaleźć powód do zadowolonia...
Po w miarę bezdeszczowej sobocie, niedzielny ranek też nie "płakał"...
Przyjechaliśmy do ogrodu, rozstawiłam się ze swoją drabiniastą ekspozycją i...rozpoczął się pogodowy melanż ;) Zaczęło od mżaweczki, zrobiło przerwę, zaczęło padać, przerwa, mżaweczka, przerwa, ulewa, mżaweczka, ulewa...i tak przez 10 godzin ;)
Jak nam było w trakcie tej pogodowej beznadziei, niech dopowiedzą zdjęcia. Pochodzą one z kilku źródeł: Od mojej bratanicy Magdy, od Gosi z bloga "Za Moimi Drzwiami", od męża mojej koleżanki Joli i moje.
Tak wyglądała moja ekspozycja z deszczem w tle ;)
![]() |
![]() |
| Widząc co dzieje się za oknem, przygotowałam sobie przeciwdeszczową osłonę, złożoną z dwóch parasolek i foli. |
![]() |
| Zobaczcie jak fajnie z moimi dyniakami komponuje się,
piękny serwetnik-wizytownik od Arte :)))
A te pomarańczowe piegi widoczne na tym brązie, to maleńkie dyńki od Opakowanej :)))
|
![]() |
| Parasolowa pogoda ;) |
![]() |
| Leje, mimo wszystko, jak widać, stać mnie jednak na uśmiech ;) |
Na zdjęciach od Gosi, która pamiętała o mnie i moich dyniakach i była taka szybka, że jak ja jeszcze mokłam ze swoimi stworami, to ona już publikowała post o Festiwalu Dyni i mojej tam doli i niedoli. Gosiu bardzo Ci dziękuję! :)))
![]() |
| Humor mi dopisywał, bo koło mnie była rodzina i przyjaciele i znajomi i czułam te przyjazne fluidy ludzi mi życzliwych, którzy nie mogli być tam ze mną :))) |
Przedstawiciele wrocławskiej prasy jednak go nie zauważyli, a przechodziłam bardzo blisko obok nich, hmm....
![]() |
| Zdjęcie zrobione przez męża koleżanki Joli. |
Okazuje się jednak, że potrzebne, całkiem sporo ludzi potrzebuje moich dyniaków, po to aby sprawiły im radość :)
Koło mojej ekspozycji przechodzili ludzie, sporo ludzi i część z nich obojętnym wzrokiem, przebiegała po dyniakowej drabinie, a część zatrzymywała się i wpadała w zachwyt!!! W zachwyt nad śmiesznymi kolorowymi stworami robionymi przez jakąś starszawą panią w pomponiastej czapeczce swojej bratanicy ;)
Wielbiciele dyniaków są w bardzo zróżnicowanym wieku, są najmłodsi, starsi, jeszcze starsi i najstarsi.
Fajnie jest zobaczyć młodzież, wpatrującą się w moją osobę z mieszaniną zdumienia i podziwu ;)))
![]() |
| Dyniowe stwory wzbudzały sympatie i uśmiech :) |
![]() |
| Gadałam, gadałam, gadałam...trochę nieskładnie, bo byłam rozkojarzona, tak jak to mi się dosyć często zdarza ;))) |
![]() |
| Ola świetnie potrafiła mnie zastąpić :) Opakowana popatrz, co ma na włosach!!! |
![]() |
| Trzeba się napatrzeć do syta... |
![]() |
![]() |
| Pingdyń |
![]() |
| poleciał dość daleko, do... |
![]() |
| do Szkocji, z przyjaciółką mojej bratanicy Magdy :))) |
Oczywiście, nie wszystko w tym dniu w ogrodzie, kręciło się tylko koło mnie ;)))
![]() |
| Jednakowoż powiem Wam, że jestem tam pod tą wierzbą!!! :))) |
![]() |
| Bardzo lubię tą kasztanowcową aleję :))) |
![]() |
![]() |
| Jak na taką pogodę, na festiwal przybywało całkiem sporo ludzi. |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
| W tym roku tylko 3 olbrzymy. Nie został pobity rekord. |
Wraz z moją kochaną rodzinką, przybył na festiwal nasz maleńtas :)))
![]() |
Tiaaa warto czy nie było warto, tam tak moknąć?
Bez cienia wahania, było warto!!!
Moje dyniaki wzbudziły duże zainteresowanie i sympatię. Ileż te moje dyniaki wywołały ochów i achów!!! Ile ciepłych słów usłyszałam pod ich i moim adresem!!!.
Największe uznanie zyskiwała Lissadyńka, nazywana prawie przez wszystkich kotem :)))
![]() |
| Kot, lisica, a może diablik? ;))) |
![]() |
Tak że, warto było, warto, warto :)))
Warto było stać z moją kochanieńką wspierającą mnie bratanicą i podśmiewać się z tej "cudownej" aury, snując przypuszczenia, że jak będziemy się zwijać to zacznie świecić słońce, a jutro to już na pewno będzie cudowna pogoda;)))
Olusia bardzo, bardzo Ci dziękuję!!!!!!!!!!!!!!!!!!!♥♥♥♥♥♥♥♥
![]() |
Chłopakowi Oli, który służył za tragarza, w związku z tym musiał wstać w niedzielę, przed świtem.
Mojemu bratu, bratowej i reszcie rodziny, bez Was nie byłoby mnie na tym festiwalu!!! :)
Dziękuje także bardzo serdecznie, za wszystkie energetyzujące fluidy słane do mnie przez wszystkich, którym zależało aby mi się powiodło!!! :)
![]() |
Jakie to cudowne uczucie, siedzieć w samochodzie, do którego z trudem się wlazło, bo wysoko, pomiędzy moim bratankiem i jego ojcem, moim najmłodszym bratem, który przyszedł pomóc mi się pakować i tak bardzo się cieszyć, że dało się radę!!!! :)))
Dyniaki dzielnie i bez żadnego szwanku, zniosły tą mokrą przygodę. Co prawda, przy dotykaniu ich czuć było wilgoć, ale w domu szybciutko obeschły i są całe, zdrowe i zadowolone z furory jaką zrobiły ;)
Pomimo tylu pozytywnych emocji związanych z udziałem w tym Festiwalu, najprawdopodobniej powtórki z tej podwójnej rozrywki już nie będzie ;)
Raz że, na tą porę roku, drabina nie jest dobrym sposobem na ekspozycje . Po za tym organizatorzy festiwalu mają jakiś taki dziwny stosunek do moich dyniaków. Niby mnie zapraszają, ale moja ekspozycję wciskają w najciaśniejszy kąt ogrodu i nie mają ochoty rozmawiać nad znalezieniem innego miejsca...
Bardzo dużo mi dały te dwa uczestnictwa we wrocławskim święcie dyni, ale...
Ale oczywiście dyniaki w dalszym ciągu będą powstawać, popatrzcie jakie dynie kupiłam!!!!! hehehehehe
![]() |
I tym to optymistycznym akcentem, kończę swoją relacje z XIII Dolnośląskiego Festiwalu Dyni!!! :)))










































