czwartek, 16 lipca 2026

...dostrzegam słońce w spojrzeniach stokrotek...

Ech Mary cha cha 
taż ty coraz rzadziej na tym swoim blogu umieszczasz coś nowego.
W ostatnim wpisie wiosna, a tu już lato zapitala kurcgalopkiem.
Taaaaa racyja niewątpliwa, coraz rzadziej się pojawia się tutaj cuś nowego..

Dzisiaj więc naszła mnie chęć na wpis nowy ;)

Zacznę go wierszem "Za cały świat" Magdaleny Szpunar, znalazłam go w Internecie

Uzależniają się od aprobujących spojrzeń
jakby wszystko co robią musiało potwierdzić czyjeś tak
uzależniają się od akceptujących głasków
jakby nigdy nie można było pod włos

Uzależniają od luster
których odbić poszukują w zmrożonych spojrzeniach
jakby nie można było bez cudzych afirmacji
jakby własne ja było za małe

Uzależniają się od kawy i mocnych wrażeń
jakby patrzenie w niebo nie wystarczało
jakby słońca nie było w spojrzeniach stokrotek
jakby las nie wystarczał za cały świat

Coraz więcej "uzależnionych" wkoło nas.
Czy ja też jestem tak uzależniona?

Potrzeba aprobaty tkwi także i we mnie, bo to potrzeba bardzo ludzka. Jednak kilkadziesiąt lat temu odważyłam się być sobą i pozwoliłam sobie aby zalęgły się we mnie te różniaste moje cudaki, co to słodko piękne nie są i one skubane stały się silniejsze od potrzeby akceptujących głasków.  

Jednakoż sporo ludzi wokół mnie gustuje w dziwnościach, no a tacy potrafią się zachwycić tym co wyrzuca ze mnie moja wyobraźnia, więc moja potrzeba aprobaty zostaje w jakimś stopniu zaspokojona  :)

Ostatnio wypadł ze mnie cudak oto taki!


-E ty Mary cha cha za mało pokazałaś?
-No dobra, proszę
jest więcej ;)



A teeeeeraz pszepaństwa całość stworacha!!!
widziana z jednej strony


A tera popaczta na niego od strony innej.


Oczywiście na sesyjce musiał się pojawić Myko.



Obejrzał obwąchał i stwierdził
-Pfffffffff znowu Dyniak!!!


Hmmmmm...taaaaak...znowu Dyniak.


No cóż inaczej być nie mogło albowiem akurat ta dynia kusiła mnie już od dawna


a dlatego to bo pokrętna taka była wielce.


Wymodziłam z tej pokręconej dyni
cuś przypominającego he he żyrafę.


A pseudo żyrafa ta
Rozejrzała się po chaupie mej
i


-Ło Marycha cha zobacz ty ino! 


-Robal ci się jakisik po chaupie plącze!


I do tego kurna jaaaaaki wyrośnięty!


I iiii i sygnały świetlne nadaje?!?!


wiać czy zostać?


Wiać ale dokąd niby?
E tam po prostu go zignoruję, a może i...polubię:) 


Ech Marycha Marycha niezwykle "intelektualny" ten dialog hehehehehe
E tam taż to tylko pretekst aby wam z każdziuteńkiej strony tego Nibyżyrafa pokazać

To lato jakieś takie dziwne, rozleniwiaaaaaaaaaa mnie ono baaaaaaaardzo...

 
W sieci znalazłam także wiersz Andrzeja Poniedzielskiego "To jeszcze nie koniec - Kardiogram"
wydał mi się on dopełnieniem wiersza Magdaleny Szpunar 

To nie tętent setek końskich kopyt
To nie pociąg, to nie stukot kół
Tak pracuje Twoja stacja pomp
Twoje serce wybija ten rytm
Gonisz gdzieś, wciąż prędzej, prędzej, prędzej
Nie wiesz, gdzie, i nie wiesz, czy doganiasz

Twoje serce musi razem z Tobą
Odpoczywa, gdy twarz rękami zasłaniasz
Zanim zdążysz na szelest liczonych banknotów
Zanim zdążysz na uśmiech od ucha do ucha
Ucisz wszystkich i wszystko, głowę pochyl
Tam z lewej strony jest serce, posłuchaj

Nie, to jeszcze nie koniec
Jeszcze trochę pożyjesz
Założysz jeszcze niejedną czapkę
Niejednym się płaszczem okryjesz
Tylko przystań na chwilę
Ktoś tam poczeka z obiadem
Przez ten moment świat i bez Ciebie
Na pewno da sobie radę
I nie kombinuj już wtedy
Nie myśl o własnej sile


Spójrz za siebie, na tamtej łące
Łapałeś kiedyś motyle...





Razem z Pseudożyrafem spojrzałam i ja w siebie za siebie.


i ujrzałam takie lato jak na zdjęciach poniżej.





Bo jako że nigdy nie uzależniłam się od picia kawy i od mocnych wrażeń także
to pewnie dlatego
ogromnie lubię patrzeć w niebo


dostrzegać słońce w spojrzeniach stokrotek
margerytek


i słoneczników


a polski las wystarcza mi za cały świat!!!


Jak widać zwyczajne takie to moje lato, bez egzotyki.


Za to z graniem świerszczy w rozgrzanym upałem zbożu.



z pospolitą ale pełną wdzięku urodą "chwastów"
















z niespieszną łazęgą






i łapaniem w siebie ulotności wszelakich które tworzą unikalny klimacik danego miejsca i zapadają głęboko w jestestwo!


Lato pachnące miętą lato koloru malin
Lato zielonych lasów lato kukułek i czajek
iiiiiiiiiiiii
i pustułek :)



Taaaaak pustułki już drugi rok szwendają się po letnim niebie w okolicach moich okien.
Najczęściej jest to takie kilkusekundowe miganie w locie i to zjawiają się znienacka, za mało czasu aby sięgnąć po aparat.
Pustułki to głośne ptaszyska bardzo często charakterystycznym głosem dają znać o swej obecności.
W niedzielę za oknem kuchennym zaczęła mi piukać.
Popatrzyłam na dach domu naprzeciwko
jest
i piuka
zmieniła miejsce i w dalszym ciągu piuka.



znowu zmieniła miejsce


o o o chyba będzie odlatywać


iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii odleciała!!!!!!!!!!!!
a mnie udało się to chwycić w kadr!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


I ja też odlatuję z tego wpisu
Hmmmmm kiedy przylecę z następnym trudno mi przewidzieć :D

Pozdrawiam serdecznie wszystkich jeszcze tutaj zaglądających :) 



wtorek, 12 maja 2026

Czarujący uśmiech...pestki awokado ;)

Witajcie w mojej bajce, Dyniak gra tu na fujarce
Wtórniak Wam zaśpiewa i zatańczą...Okularniki
albowiem
W mej głowie wszystko jest możliwe
i
Daję słowo że jest kolorowo!

Hehehehe spokojnie to jeszcze nie starcze zdziecinnienie :D
Ja po prostu tak do końca nigdy nie dorosłam :)
A to może dlatego, że moja rodzinna rzeczywistość wymogła na mnie bardzo szybką naukę odpowiedzialności. Albowiem mama poszła do pracy gdy miałam 9 lat i to ja w czasie jej nieobecności zajmowałam się rocznym bratem . Te dorosłe obowiązki rekompensowałam sobie wlotami do wnętrza siebie, znaczy się ot tak od czasu do czasu odpływałam od rzeczywistości. Te wloty weszły mi w nawyk a szczególnie nasiliły się jak byłam nastolatką.
Niby starszałam ale jakbym nie doroślała albowiem najłatwiej dogadywałam się z dziećmi, no i w końcu znalazłam sobie pracę z nimi i w dalszym ciągu najłatwiej dogadywałam się z nimi, a może to one najlepiej mnie rozumiały?
W pracy z małymi dziećmi musiałam skończyć z odlotami od rzeczywistości, bo mając pod opieką ludzkie maluchy trzeba mieć szeroko otwarte oczy i bardzo ruchliwą głowę, przydałby się zakres widzenia 360 stopni :D
Jednak w pracy z dziećmi mogłam wydobywać to co bajkowe we mnie i tworzyć dla nich dziwności :) 

No a w mojej teraźniejszej bajce w której to Dyniaki grają na fujarce, jakoś tak z początkiem wiosny zaczęła się do mnie uśmiechać czarująco...pestka awokado ;)

O pestkach awokado a także i innych, skąd je mam i co z nich robię, pisałam tu:

No więc jak ta pestka awokadowa zaczęła się do mnie uśmiechać swoim wysuszonym pęknięciem to zobaczyłam w niej fajowską gembem :D
Należało cuś z nią zrobić stworzyłam więc nowego cudaka :)
Widać go na zdjęciach razem z


ptasimi pestkusami-awokadusami które mają już kilka latek.




 Ptasie te pestkusy ujeżdżają rowerki którymi kieeeeeedyś obdarował mnie mój bratanek :D



Na zdjęciach niżej widać że pestki awokado, w które zaopatruje mnie moja kumpela, po wyschnięciu bardzo różnie wyglądają, dużo z nich pęka, najczęściej na dwie części.


Paczta ino takie brunatne nic...
a jednak...
ma potencjał ;)


O taki jak na zdjęciach poniżej.


Pęknięta pestka w której zobaczyłam uśmiechnięte pyszczysko ;)


Dorobiłam więc jej zębiska



oraz jęzorek




No i oczy i nosek


Nie zapomniałam oczywiście o uszach


Łepek cudaka już jest, należały dorobić resztę.


W reszcie największy jest brzucho!


No bo brzuszysko to ususzona ozdobna krągła dyńka.
Do kuperka odwłoka dokleiłam 2 awokadowe pestki


Stopy także są z awokadowej pestki która schnąc pękła na dość symetryczne 2 części.


Aby cudak bardziej cudakowaty był dorobiłam mu cuś jakby grzywę. Z kolców kaktusowych ona jest. Kaktus przegrał z moją pielęgnacją i zgnił niestety, kolce miał tak imponujące, że chociaż je uratowałam :D





Cudaka onego nazwałam Awo Pest ;)
Uśmiecha się do Was i pozdrowienia śle :)



Jedna z bratanic moich w marcu odliczyła lat 40


Ku pamięci zrobiłam jej taką oto zawieszkę :)


Wiosna w pełni i kwitnienie drzew owocowych właściwie mamy już za sobą.


Wiele z nich kwitnie na biało.


A taka biel na kwitnących wiosną drzewach wygląda jak misterne koronki na Pannie Młodej 


albo stosy piankowych bezowych ciasteczek mniam ;)


Wpisałam w przeglądarkę internetową pytanie, dlaczego kwitną właśnie na biało?


Odezwało się oczywiście AI i dało mi takie odpowiedzi:


Drzewa owocowe (jabłonie, grusze, wiśnie, śliwy) kwitną na biało głównie z powodów ewolucyjnych, związanych z przyciąganiem zapylaczy 
oraz efektywnością energetyczną.


Przyciąganie pszczół i owadów: 
Biały kolor jest najlepiej widoczny dla pszczół i innych owadów zapylających wczesną wiosną, gdy dni bywają pochmurne, a wczesna roślinność jest głównie zielona. Kontrastowe białe kwiaty łatwo odcinają się od tła, ułatwiając zapylaczom odnalezienie źródła nektaru i pyłku.


Jest jeszcze taka ważna kwestia jak:
Widzenie w ultrafiolecie (UV)
Dla ludzi kwiaty jabłoni czy wiśni są po prostu białe. Jednak dla pszczół, które widzą w zakresie ultrafioletu, kwiaty te nie są jednolicie białe. 


Posiadają one tzw. nektarowe przewodniki (ang. nectar guides), często w postaci wzorów odbijających lub pochłaniających promienie UV, które wskazują owadom dokładną drogę do nektaru i pyłku [1]. Biały kolor stanowi więc doskonałe, neutralne tło dla tych ukrytych dla nas, a kluczowych dla owadów wzorów.


a
Kwestia oszczędności energii polega na tym że wytworzenie białego barwnika jest dla rośliny tańsze energetycznie niż produkcja intensywnych pigmentów (np. czerwonych czy niebieskich). 


Wczesna wiosna to czas, kiedy drzewo skupia się na szybkim zakwitnięciu, a biały kolor pozwala zaoszczędzić zasoby.


Zrobienie zdjęcia bieli to rzecz niezbyt łatwa,


jednakoż jeśli się to udaje, 


no to jest ślicznie :D





Falbaneczki panny młodej, lekko przyprószone różowością.


Wspominałam już kiedyś, że na moim podwórku rośnie stareńka grusza!
Ile lat ona ma?


70 lat ma na pewno.
Jak żeśmy się tu sprowadzili to już rosła, należy więc jej dorzucić jeszcze co najmniej lat kilkanaście!


Wiek więc słuszny ma, pomimo to rok w rok kwitnie obficie i równie obficie owocuje.
No i imponująco wygląda w swym kwitnieniu!


Znalazłam w necie trochę ciekawostek o gruszach.


Grusza w kulturze ludowej…
W Polsce gruszę nazwano „kruszą” oraz „ulęgałką”, „ulężałką”, „gniłką”, „odleżałką”. Z rośliną wiązało się wiele powiedzeń, jak: „Przebierać jak dziad w ulęgałkach”, „Zarobić na czapkę gniłek”, „Baba o gruszce, dziad o pietruszce”, „Natrząść komuś gruszek”, „dać komuś gruszkę”.


W niektórych miejscowościach wygrywano melodie na liściach gruszy. Niekiedy tego typu artyści występowali w kapelach weselnych, obok skrzypka i bębniarza. Nie była to łatwa sztuka. Do tego celu nadawały się jedynie młode listki, które można było dokładnie przyłożyć do ust.


Gruszki znalazły również swoje miejsce w kuchni chłopskiej. Spożywano je na surowo, pieczono w całości, utarte zawijano na kształt pieroga, gotowano z nich zupę tzw. „grusconkę”. Z najbardziej cierpkich owoców robiono alkoholowy napój grusznik. W gospodarstwie gruszki były też paszą dla świń.


Miedzowe grusze pełniły ważną rolę podczas prac polowych. Podczas deszczu czy upałów dawały schronienie pracującym rolnikom. Były też przyczyną różnego rodzaju zatargów o owoce spadające po tej lub innej stronie miedzy, które niejednokrotnie kończyły się kryminałem. Do najsłynniejszych sporów można zaliczyć proces rodziny Rzędziana, znany z książki „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza.


Drewno gruszy było niegdyś powszechnie wykorzystywane do produkcji wyrobów snycerskich, tokarskich, drzeworytniczych oraz różnego rodzaju przedmiotów użytkowych, jak: fajki, formy do drukowania płótna, heble, igielniki czy tablice do pras. 



Ludowe wierzenia kojarzyły gruszę ze śmiercią. Mawiano o niej, że ma kontakt ze złym duchem, oraz, że Judasz się na niej powiesił. Ponowne kwitnienie drzewa wróżyło zgon współmałżonka, który pierwszy to zobaczył kwiaty. A gdy drugie kwitnienie zobaczyła osoba owdowiała, był to znak, że wkrótce stanie na ślubnym kobiercu.


W medycynie ludowej płaczącym w nocy niemowlętom podawano syrop z cierpkich zielonych gruszek na miodzie. Z gruszek przeleżałych w sianie ucierano powidła przydatne w leczeniu dolegliwości żołądkowych u dzieci. Owoców i próchna z miazgi używano na dolegliwości zewnętrzne skóry oraz przy urazach. Próchnem zasypywano trudno gojące się rany i oparzenia. Wyciągiem alkoholowym z próchna leczono czerwonkę.
Tekst: Joanna Szymańska-Radziewicz
https://www.facebook.com/NarodowyInstytutKulturyiDziedzictwaWsi/posts/grusza-w-kulturze-ludowejw-polsce-grusz%C4%99-nazwano-krusz%C4%85-oraz-ul%C4%99ga%C5%82k%C4%85-ul%C4%99%C5%BCa%C5%82k%C4%85-g/820176860244425/

Grusza pokazana na zdjęciach nie była jedynym drzewem owocowym w tej przestrzeni, ale tylko ona osiągnęła tak szacowny wiek i się ostała.

Są i inne drzewa w naszej przestrzeni podwórkowej.
Na zdjęciu poniżej widoczny jest niezwykle okazały bożodrzew, wielgi on jak kamienice koło których rośnie.


Kilka lat temu w trakcie porządkowania i zagospodarowywania tej przestrzeni wyznaczono koło niego miejsca parkingowe. 


No i najprawdopodobniej to niektórzy właściciele parkujących tam aut, wydali na drzewo wyrok, wystąpili z wnioskiem o wycięcie olbrzyma. 
Egzekucja miała nastąpić zaraz po Wielkanocy, na szczęście udało się go obronić. 
Pod petycją w obronie drzewa podpisało się bardzo dużo lokatorów kamienic i zamiast wycinki przeprowadzono cięcia pielęgnacyjne osłabionych konarów.



Patrzcie, w dalszym ciągu sobie i nam rośnie :)


Drzewa niezwykle lubię i bardzo sobie cenię że rośnie ich dużo wkoło miejsca mego zamieszkania
Jednak najbardziej z nich cieszą mnie moje podokienne platany.


Których jeszcze 6 lat temu nie było i mogłoby w ogóle nie być.


No bo zamiast tych platanów większość zmotoryzowanych mieszkańców mego miasta wolałaby jeszcze jeden pas ruchu na tej ulicy ;)
Jeszcze kilkanaście lat temu ulica Pułaskiego była trasą tranzytową biegnącą od Warszawy na południe Polski. Po wybudowaniu obwodnicy miasta zniknął z niej ruch tranzytowy.


Przeprowadzono jej remont, torowisko tramwajowe poprowadzono z boku ulicy, a obok torowiska posadzono platany. Pod moim oknem właśnie! :)


Te "moje platany" najwięcej radochy sprawiają mi w trakcie ich wiosennego przebudzania się.





Popatrzcie ino, czyż nie cudne???


Platanowe panny w zieloniutkich wiosennych sukienkach :)


A tak wyglądają obecnie w trakcie wiosennego deszczu.


Kończę nadawanie z "mojej bajki", odezwę się pewnie znów jak natchnie mnie do zrobienia następnego cudaka :)
Pozdrawiam serdecznie i dobrości wszelakiej życzę!!!