poniedziałek, 9 marca 2026

Radośnie ku wiośnie :)

Taaaaak łokrutnie wiosny mi się chce!
Wiosennego słońca w szczególności. 
A to dlatego że luty uporczywie wielce zasłaniał nam słońce chmurzyskami.
Luty sobie poszedł i zjawiło się słońce!!!
Aże z tej radości to okno w pokoju mym umyłam hehehe


I teraz

"Słońce w mym oknie śmieje się porannie,


Ogrzewa szybę, która zmarzła nocą,


I swe uśmiechy, wszystkim śle starannie..."



A w oknie, w tym marcowym słońcu, choć jeszcze oficjalnie nie wiosennym,



tkwi dziwoląg w którym zrolowałam zimę ;)


Dla marcowego słońca, do tego czystego okna, a także z okazji kobiecego święta, bracia kupili mi kwitnące roślinki 
i tera 


dziwoląg, który kiedyś, co prawda w innej postaci, służył zimie


w marcowym słońcu zachwyca się kwitnieniem .



Dziwoląg wyszedł mi podobny tak jakby trochę do hmmmmm chomika?


a był kiedyś...
CZAPKĄ
USZANKĄ


Taką ze zwisającymi klapkami na uszy co to je można było wywinąć ku górze i  i taką klapką niby daszkiem tkwiącą na czole.


Ze 20 lat temu taką czapkę uszankę kupiłam sobie.


I nawet w tej uszance chodziłam krzynkę, ale od lat to czapisko leżakowało sobie w zakamarku.


Gdzieś tak w listopadzie naszło mnie że może by ją przerobić na cuś fikuśnego nagłownego dla chłopaków bratanicy. Nic jednak niebanalnego w tem temacie nie przyszło mi do głowy i czapisko w dalszym ciągu leżało, ino teraz na kącikowym krześle i od czasu do czasu właziło w oczy.


I jak ten luty zaczął częstować mrokami, a przy tym mroził też solidnie, to tak jakby instynktownie sięgnęłam po czapę z postanowieniem że zrobię z niej dziwadło.


Już nieraz wspominałam że przy takim moim szmatowym recyklingu głównym moim założeniem jest, że przekształcam całość, bez odcinania!
Jedną formę która była użytkowa przekształcam w inną, fantazyjną.


Angażuję w tej pracy umysł i wyobraźnię.

No cóż muszę się przyznać że z uszanką tom letko nie było hehehe
Na początku nie miałam właściwie żadnego pomysłu, 
jednakoż pomimo to wzięłam igłę i nici i zszyłam czapsko.


I wtedy pojawił się zarys pomysłu.
Czasza czapki to tułów dziwoląga, naczolna klapka to łepek, nauszne klapki to będą łapki...


Szyłam więc,
ciepałam w kąt,
a potem ponownie brałam się do szycia ;)
i znowu ciepałam
i znowu szyłam.


Na nogi, 
czapki zabrakło,
po burzy myślowej,
na dolne odnóża wybrałam 
grube rękawiczki.


I tak to powstawał, 
aż w końcu powstał

CZAP UCHY!


Który do jakiegoś zwierzątka podobny jest!


I o dziwo nawet samodzielnie stoi!


Wierzcie abo i nie wierzcie olbrzymią frajdę mi sprawiają takie przetwarzanki.
Cieszy mnie niezmiernie że daję radę stworzyć cuś z czegoś co jest zupełnie inne, tylko przy pomocy igły i nici.
Co prawda dokładając conieco ;)


Czapka na pomysł i realizację czekała kilka miesięcy.

PUDERNICZKA 
zaś,
na pomysł czekała
lat...
50


Ci którzy mnie dobrze znają wiedzą że używanie puderniczki było i jest zupełnie obce mojej naturze ;) 
Skąd więc u mnie ta puderniczka?


Która nie wiem ile lat ma, podejrzewam że do tych 50 które przeleżała u mnie, trzeba by dorzucić jakieś 40.


A te 50 lat temu znalazła ją w pociągu moja szkolna koleżanka.
Gdy chodziłam do szkoły średniej podróżowałam z nią dość często na podmiejskiej trasie Wrocław-Wołów, jechało z nami jeszcze kilka znajomych osób. Koleżanka zauważyła leżącą na podłodze przedziału puderniczkę, podniosła, popatrzyła na nią, podała ją mnie i powiedziała:
Trzymaj, ty lubisz takie starocie.
Miała rację już jako nastolatka lubiłam ładne stare przedmioty.


I tak to stałam się posiadaczką przedmiotu który od strony praktycznej był dla mnie zupełnie bezużyteczny, ale za to niezmiernie mi się podobał!


Właściwie to od momentu w którym ją dostałam usiłowałam znaleźć dla niej jakiś dekoracyjny sposób, no żeby na widoku stroiła mi moje otoczenie.
Cuś wymyślałam, jednak nie zadowalało mnie to.


I nagle z ten lutowy ciemny czas mnie olśniło hehehe


Jak widać na zdjęciach wisior sobie z puderniczki zrobiłam ;)


Dopełniłam ją mosiężnym drutem.


I osadziłam w tym drucie w taki sposób, że nie naruszyłam historycznego cacuszka.


I tera dynda sobie ta PUDERNICZKA w pobliżu okna i cieszy oczy me hehehe.


Wiosna kalendarzowa tuż tuż.
Pomimo dość mroźnej zimy roślinki ożywać już zaczynają, jest ich jednak mniej w porównaniu do lat ubiegłych.
Jednakoż zaczyna już być "Radośnie ku wiośnie",
a by było jeszcze radośniej to przejrzałam swe opasłe fotograficzne
ARCHIWA
i wyciągnęłam z nich trocha takich fajniejszych zdjęć
i zamieszczam je dla Was :)



Lubię fotografować pod słońce, jest w takich zdjęciach magia!





Przebiśniegi, takie małe niby nic,

 a ich widok tak cieszy!

na moim podwórku już przekwitły.

Obłoczki dwa, 
na niebie i na ziemi


Gromadnie mości panowie krokusy!
W tym wasza moc i urok!


Te krokusiki kwitną dla wieszcza!


Fijołeczki moje ulubione wiosenne kwiateczki!
Może dlatego moje ulubione że:
"Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną na grządkach mych myśli sadzone za młodu"
Kwitną w mej głowie i Wierzyńskiego głowie także, bo to z jego wiersza zaczerpnęłam ten cytat :)
No i fiołki kwitną już także na moim podwórku!


Najmilsze kotki, wiosenne, takie bez łapek i miaukania ;)


I kotki które dorosły i rozzłociły się. 







Kwitnący dereń rozzłocił się aż tak, że zachwycił sobą biedroneczkę siedmiokropkę :)


A to złote niżej to ktoś wie co to?


Forsycje jeszcze nie rozzłocone całkowicie.


I pączusie zielone, 


takie wolę o wiele bardziej od tych słodkich tłustoczwartkowych ;)

Na zdjęciu niżej tulipany tegoroczne ósmo marcowe :) 

A kuku wiosno, cudna jesteś,

więc przybywaj!!!

Pozdrawiam słonecznie :)


4 komentarze:

  1. Może ja nie jestem wiosenną super fanką, ale cenie jej piekno. Zdjęcia są boskie i rzeczywiście pełne magii. Za to Twa twórczość powala. Ogromny talent, piękna wyobraźnia, absolutnie podziwiam. Tworzysz i cieszysz, bo takie widoki, jak Twe prace zwyczajnie uszczesliwiaja serce i bardzo inspirują!!!
    Pozdrawiam serdecznie, pięknych, wymarzonych dni Ci zycze. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnóstwo oznak wiosny znalazłaś! Piękne zdjęcia! No i cudowne kwiaty dostałaś od braci :).
    Stworek z czapy - rewelacja! Ogromnie mi się jego pyszczek podoba, bardzo sympatyczny :))).
    Puderniczka była chyba rzeczywiście wyjątkowym przedmiotem, i faktycznie musi mieć już duuuużo lat, bardzo oryginalna. W tym wypadku to mi by było szkoda ją "rozparcelować", ale skoro Tobie sprawia przyjemność w takiej formie, to cudownie, że wpadłaś na taki pomysł, żeby ją wyeksponować. Najważniejsze, że teraz cieszy Twoje oczy :). A mnie zaintrygował też ten motylek czy inny jakiś owad, który przycupnął ze złożonymi skrzydełkami za Czap Uchem. Czy on był już tutaj kiedyś zaprezentowany szczegółowo?
    Serdeczności przesyłam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiej wiosny jak na zdjęciach to u nas jeszcze nie ma, to zdjęcia z mojego fotograficznego archiwum :)
      Dzięki za zachwyty :)
      A tej puderniczce to ja nijakiej krzywdy nie zrobiłam, ja ją tylko po prostu rozłożyłam i oprawiłam mosiężnym drutem. Można ją z tego drutu wyciągnąć i złożyć i będzie znowu puderniczką :)
      Jeśli chodzi o owada to kupiłam kiedyś w hurcie płaty masy perłowej, spory woreczek tego było. Porobiłam z niej, łącząc z drutem takie drobiazgi, kilka owadów, kilka elfów. Te prace mają już dużo lat, kiedyś jakiś post o nich zrobiłam ale dawno to było, te prace powstały przed powstaniem bloga.
      Pozdrawiam wiosennie!

      Usuń
  3. Stworek i puderniczkowy wisiorek są powalające :) Kwiatki też :) Osobiście musiałam swoje powynosić z domu, bo niestety kotki - małe głupolki pozrzucałyby je i co gorsza - może i jadły. Wolę zatem nie. Co innego Myko - starszy, szacowny pan kot.
    U Ciebie więcej tych oznak wiosny, niech już będzie :)

    OdpowiedzUsuń